Artykuły

Wywiad z Łukaszem Frajtagiem

Oficjalna strona Futsal Ekstraklasy przepytała naszego trenera, zapraszamy do lektury.

 

Z najlepszym trenerem sezonu 2014/2015 -Łukaszem Frajtagiemrozmawiamy o nauce, graniu, ciężkiej pracy i sukcesie.

Jesteście autorami największej niespodzianki niedawno zakończonych rozgrywek. W debiutanckim sezonie w Futsal Ekstraklasie wskoczyliście do grupy "mistrzowskiej", pozostawiając w tyle uznane futsalowe marki. Podzielisz się z nami waszą receptą na sukces?

- Nie ma „gotowca” na sukces. Każda drużyna jest inna i trener musi dopasować swoją koncepcję do materiału, z którym przyszło mu pracować. Najwyraźniej plan, który założyłem przed sezonem był prawidłowy i wszystko zadziałało tak jak trzeba. Jest wiele czynników warunkujących wynik sportowy i myślę, że kluczowe było skupienie się na tych najważniejszych, ale tak jak powiedziałem to, że w Red Dragons coś działa nie znaczy, że zadziałałoby gdzie indziej. To był dla mnie debiutancki sezon i dużo dały mi też porady bardziej doświadczonych kolegów jak Andrea Bucciol czy Klaudiusz Hirsch, Bartosz Bochiński i Tomasz Trznadel. Lubię rozmawiać o futsalu z innymi trenerami i wiem, że z każdej rozmowy można wyciągnąć pewne doświadczenie.

Przez większą część sezonu zarzekałeś się, że gracie wyłącznie o utrzymanie. W pierwszym pomeczowym wywiadzie we wrześniu powtórzysz te słowa czy może jednak nas zaskoczysz i powiesz: gramy o utrzymanie... pozycji w pierwszej czwórce?

- Naszym głównym celem było utrzymanie i to udało się zrealizować. Ja zawsze trzymam się matematycznych szans i dopóki nie miałem czarno na białym, że mamy utrzymanie, było ono naszym głównym celem. Wiadomo, że jak już zapewniliśmy sobie pierwszą czwórkę, to staraliśmy się zmotywować jeszcze na te trzy dodatkowe spotkania, jednak system rozgrywek spowodował, że tak naprawdę już o nic nie graliśmy. Szkoda, że nie ma play-offów bo u siebie gramy naprawdę dobry futsal i mogłoby być ciekawie. Jeśli zaś chodzi o przyszły sezon to podobnie jak w tym zakończonym, gramy przede wszystkim o utrzymanie. Nadal będziemy najmłodszym zespołem z najmniejszym budżetem i dopóki te dwie rzeczy się nie zmienią, to o nic innego grać nie będziemy, a przynajmniej nikt nie powinien od nas tego wymagać. Mam jednak nadzieję, że w nadchodzącym sezonie zapewnimy sobie ligowy byt o wiele wcześniej.

Zostawmy na chwilę zespół, bo oprócz sukcesów drużynowych Czerwone Smoki sięgnęły też po nagrody indywidualne. Tobie przypadło wyróżnienie dla najlepszego trenera. Zaskoczenie?

- Zaskoczenie było spore, stawiałem na bardziej doświadczonych kolegów, ale miło, że środowisko ligowe doceniło nasz sukces i byłem bardzo szczęśliwy, gdy się o tym dowiedziałem. Nagroda dla Maćka Foltyna również jak najbardziej zasłużona. „Foggia” jest po prostu totalnym świrem w bramce i to co wyprawia czasami jest nie do opisania. Taki bramkarz to skarb i cieszymy się ogromnie, że jest z nami. Cieszy mnie również wyróżnienie dla Adama Wachońskiego i Patryka Hołego, którzy zaliczyli sporo bramek oraz asyst i mimo młodego wieku dali się zapamiętać wielu rywalom. Szkoda, że nasi kibice nie zajęli pierwszego miejsca, na które z pewnością zasłużyli. Kilku zawodnikom i trenerom dali się we znaki i stąd pewnie mniej głosów. Nie rozumiem zupełnie takiego podejścia i myślę, że większym problemem jest brak kibiców w niektórych halach (nasze mecze w Katowicach i Gdańsku oglądało może 30 osób) niż to, że ktoś tam czasem coś śmiesznego powiedział do zawodnika lub trenera na ławce. Prawie wszędzie gdzie byliśmy, nas „wyzywali” i nie przyszło mi jakoś nigdy do głowy żeby płakać nad tym faktem. Dbajmy o kibiców bo dla nich przecież gramy, a jak ktoś nie ma głowy do grania to niech zmieni dyscyplinę na żeglarstwo, tam jest cisza i spokój.

Wróćmy jeszcze do plebiscytu. Zdradzimy, że sam oddałeś głosy na Tomasza Trznadla, Marcina Stanisławskiego i Krzysztofa Kusię. O ile nazwiska dwóch ostatnich dość często pojawiały się w plebiscytowych ankietach, o tyle to pierwsze było mało popularnym wyborem. W czym trener Euromastera jest lepszy od Łukasza Frajtaga?

- Znamy się z Tomkiem dość długo, zagraliśmy już mnóstwo sparingów i spotkań ligowych od drugiej ligi aż po tegoroczne mecze w Futsal Ekstraklasie. Wszyscy mówią w tym sezonie o Red Dragons, a warto też pamiętać, że KGHM Euromaster zajął piąte miejsce w tegorocznych rozgrywkach i tylko 1 punktem wyprzedziliśmy ich w tabeli. Nie mają tylu gwiazd co Wisła, Rekord i Gatta, a mimo to zaliczyli bardzo udany sezon, trzeba to docenić.

Łączysz prowadzenie zespołu z grą. Ci, którzy znają cię długo i dobrze, mówią, że gdybyś skupił się tylko na graniu, mógłbyś być jednym z najlepszych zawodników w kraju. Nie żałujesz, że tak wcześnie rozpocząłeś swoją przygodę z "trenerką"?

- A to ciekawe, niektórzy twierdzą, że powinienem już sobie dać spokój i dać szansę młodszym (śmiech). Może gdybym kiedyś w wieku dwudziestu paru lat miał możliwość gry w ekstraklasie, to bym się jeszcze rozwinął i coś tam pograł. Teraz jestem już stary i się nic nie nauczę. Nie ma co gdybać, parę lat jeszcze pogram i skupię się już tylko na pracy trenerskiej, tutaj mam jeszcze wiele do nauki i wszystko przede mną.

Masz 30 lat, jesteś właściwie gdzieś na początku swojej trenerskiej kariery, ale wysoko zawiesiłeś sobie poprzeczkę. Jeśli w ekstraklasowym debiucie odnosisz takie sukcesy, to jakie sobie stawiasz cele na przyszłość? Gdzie widzisz siebie za np. 5 lat?

- To był dla mnie bardzo udany rok, od wygrania pierwszej ligi aż po czwarte miejsce w Futsal Ekstraklasie. Fajnie, że sukcesy przychodzą już na początku mojej pracy trenerskiej, dodatkowo zostałem też asystentem Gerarda Juszczaka w kadrze U-19. Mam nadzieję, że utrzymam tendencję wzrostową i za kilka lat uda nam się w Pniewach zbudować drużynę, która będzie w stanie realnie powalczyć o medale. Twardo jednak stąpam po ziemi i wiem, że po sukcesach zawsze przychodzą też porażki. Życie zweryfikuje czy to co robimy w Pniewach idzie w dobrym kierunku. Ten klub ma istnieć przez wiele lat i zrobimy wszystko, aby co sezon dać kibicom w Pniewach dużo sportowych emocji.

Prowadzenie tak młodej drużyny różni się od pracy z doświadczonymi zawodnikami. Jeśli powiemy, że uczysz tych chłopaków grać w piłkę, to nie będzie chyba przesada?

- Coś w tym na pewno jest ponieważ większość moich zawodników to chłopcy, którzy w wieku 17-18 lat zaczęli przygodę z futsalem w naszym klubie. Wcześniej nigdzie nie grali albo nie przebijali się nawet w juniorskich drużynach trawiastych. Nie jestem w stanie zliczyć, ile porażek musieliśmy znieść, ale nie poddawaliśmy się i ciągle staraliśmy się rozwijać i podnosić umiejętności tych chłopaków. Najlepszym przykładem jest Adam Wachoński, który zaczynając treningi z nami, w wieku bodajże 16 lat, nie potrafił prosto kopnąć piłki (śmiech). Jego determinacja, chęć rozwoju, ciężka praca i zaufanie, jakim go obdarzyliśmy procentuje teraz po pięciu, sześciu latach i obecnie jest jednym z najlepszych zawodników młodego pokolenia w Polsce. Takich chłopaków mam w drużynie jeszcze kilku.

A gdybyś nie miał absolutnie żadnych ograniczeń finansowych, to którzy zawodnicy znaleźliby się na Twojej liście życzeń?

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale na pewno było by to kilku „dobrych grajków” – Miguelin, Ricardinho, Falcao, Robinho (lewonożni - przypadek (śmiech)). Jeśli musiałbym się ograniczyć do Polaków to oczywiście oprócz moich „smoków” na pewno Tomek Kriezel i Mikołaj Zastawnik.

A teraz zejdźmy na ziemię, w jakim składzie przystąpicie do kolejnych rozgrywek?

- Cały sezon graliśmy praktycznie 10,11-osobową kadrą i musimy na pewno zwiększyć ilość zawodników. Na dzisiaj jeden zawodnik odejdzie, dojdzie dwóch lub trzech. Wszystko powinno się wyjaśnić do końca czerwca i zależy od naszej kondycji finansowej. Czekają nas rozmowy ze sponsorami. Na pewno nie będą to bardzo znane nazwiska, ale chcemy mieć kadrę 12,13-osobową do gry w polu i 4 bramkarzy. Mamy zdolną młodzież ale za wcześnie jeszcze, żeby podjęli rywalizację w dorosłej piłce. Robimy wszystko aby nie mieć problemów kadrowych za parę lat i grać przede wszystkim wychowankami.

Jesteś związany z Red Dragons od początku istnienia klubu, a gdybyś dostał wyjątkowo korzystną propozycję z innego miasta, długo byś się zastanawiał czy... odmówił od razu?

- Jestem związany z Pniewami i ciężko byłoby mnie „wyciągnąć” daleko od domu. Dzwonili z ElPozo Murcia, ale się jeszcze zastanowię, bo daleko stamtąd do plaży (śmiech). Na poważnie to dzisiaj myślę tylko o Red Dragons i na pewno mam tu jeszcze mnóstwo do zrobienia. Pniewy to moje rodzinne miasto i póki co, wszystkie życiowe plany są z nim związane.

 

 

Search

2018  Red Dragons Pniewy - futsal is better   globbers joomla template